Trybuna - W KGHM przebadano zdrowie załogi

Z sercem do serca

Z unikatową, w skali kraju, ini­cjatywą wyszło Miedziowe Cen­trum Zdrowia z Lubina. Przeba­dało ono szeroką grupę pracow­ników KGHM Polska Miedź SA pod kątem zagrożeń chorobą niedokrwienną serca.

Patronat naukowy nad badaniami sprawował prof. dr hab. Andrzej Milewicz, kierownik Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopa­mi Akademii Medycznej we Wrocławiu. Ba­danie przyniosło dość zaskakujące wyniki i potwierdziło powody zaniepokojenia pra­codawcy o stan zdrowia lubińskich górni­ków i hutników.

CHOROBA MĘŻCZYZN

Choroby układu krążenia zajmują pierwsze miejsce na liście przyczyn zgonów i nadumieralności mężczyzn - twierdzi prof. dr hab. Andrzej Milewicz. - Natężenie umieralności z powodu choroby niedo­krwiennej serca jest w Polsce o 60 proc. wyższe niż w Europie i o 90 proc. wyższe od średniej w krajach UE. Choroby naczynio­wo-sercowe są przyczyną aż 40 proc. zgo­nów mężczyzn w średnim wieku. Zawał serca otwierający statystykę przyczyn śmierci mężczyzn w wieku 30-59 lat jest 5 razy częstszy niż u kobiet i dwa razy częstszy w wieku powyżej 60 lat. Mężczyźni żyją średnio o 8,5 roku krócej od kobiet.

Jedną z przyczyn tego stanu - podkreśla prof. Andrzej Milewicz - jest niewątpliwie zespół metaboliczny, który niemal zawsze towarzyszy tzw. otyłości brzusznej, mającej bardzo szkodliwy wpływ na nasze zdrowie. Ten zespół to również przedsionek do roz­woju cukrzycy typu II. Wiadomo, że to przy­spiesza proces miażdżycowy, prowadzi do nadciśnienia i do choroby niedokrwiennej serca, co w konsekwencji prowadzi do za­wałów i wylewów krwi do mózgu.

Takich badań, jak nasze, nikt nigdy do­tąd nie przeprowadzał. Badano tylko przy­padki osób już chorych, zgłaszających się do lekarza. W związku z tym wydało się nam ciekawe żeby porównać te dane do ba­dań prowadzonych w innych krajach. Oka­zało się, że częstość występowania zespołu metabolicznego jest zastraszająca, liczba osób, które mają nadwagę, otyłość, nadci­śnienie, zaburzenia poziomu cukru czy cholesterolu i trójglicerydów jest dramatycznie wysoka. Są to młodzi mężczyźni pomiędzy 20 a 50 rokiem życia, w okresie produkcyj­nym, którzy są zaprogramowani, niezależ­nie od swoich genów, na bardzo negatywne konsekwencje kardiologiczne, związane z wystąpieniem zaburzeń metabolicznych gospodarki tłuszczowej i węglowodanowej.

Dlaczego te badania przeprowadzili­śmy w Polskiej Miedzi? Dlatego, że tu jest olbrzymia aglomeracja ludzi - prawie 18 tys. osób, głównie młodych mężczyzn. Jest to próba bardzo wymieszana pod względem wykonywanych czynności na stanowiskach pracy. W większości to pra­cownicy fizyczni, była też grupa pracowników z administracji. Inny powód to ten, że KGHM zasponsorował te badania. Bo zakład ma również swój interes i chce wiedzieć, co spółkę czeka w przyszłości. Koszty związane z samym badaniem sfi­nansowała Polska Miedź.

CICHA ŚMIERĆ

- Program badań zainicjował prof. An­drzej Milewicz - mówi Joanna Stankie­wicz-Olczyk z poradni endokrynologicz­nej Miedziowego Centrum Zdrowia - Do badań typowani byli pacjenci w sposób losowy z poszczególnych zakładów pracy. Było ich sześć: ZG Lubin, ZG Polkowice-Sieroszowice, ZG Rudna, Huta Miedzi Głogów, Huta Miedzi Cedynia i biuro zarządu KGHM.

Program trwał od stycznia do połowy kwietnia Jego wykonawcą było Miedziowe Centrum Zdrowia. Część badań wykonali­śmy w naszym laboratorium, badania ge­netyczne przeprowadzono w Zakładzie Ge­netyki Akademii Medycznej, a biochemicz­ne - w laboratorium Kliniki Endokrynolo­gii, Diabetologii i Leczenia Izotopami Aka­demii Medycznej we Wrocławia. Wykonali­śmy również badanie antropometryczne - pomiar tkanki tłuszczowej, BMI pomiar ci­śnienia i EKG oraz przeprowadziliśmy an­kietę na temat odżywiania oraz konsultację lekarską, w czasie której badani mówili gdzie pracują, jaki rodzaj pracy wykonują, jak ciężka jest ich praca, czy ktoś miał jakieś zagrożenia chorobą wieńcową i czy ktoś w rodzinie choruje na cukrzycę lub nadciśnienie. Nie wiedzieliśmy kogo wylosujemy, stąd niezbędny taki wywiad. Na sam ko­niec wszystkim badanym wykonaliśmy USG i przepływy w tętnicach szyjnych.

Takie szerokie badania przeszedł każdy z wylosowanych pracowników - podkreśla Joanna Stankiewicz-Olczyk. - Zakłady pracy na ten czas zwalniały swoich pracow­ników. Badania spotkały się ze zrozumie­niem zatrudnionych, choć na początku po­jawił się niepokój, czy nie wpłyną one na przyszłą pracę. Zdarzało się, choć bardzo sporadycznie, że wylosowane osoby rezy­gnowały, wówczas losowaliśmy na ich miej­sce kolejnych pracowników.

Wyniki badania zaniepokoiły prof. An­drzeja Milewicza. Okazało się, że zbyt du­żo jest przypadków nadciśnienia tętni­czego, wykrytych zaburzeń węglowoda­nowych. Nie możemy jednoznacznie po­wiedzieć, że to już jest cukrzyca, ale każ­dy z tych pacjentów dostał wyniki bada­nia z zaleceniem, co te osoby dalej mają robić. Zatem nie było to badanie „dla idei”, ale czemuś miało służyć. Rygory­styczne zastosowanie się do naszych za­leceń może poprawić stan zdrowotności pracowników Polskiej Miedzi.

NIEPOKOJĄCE WYNIKI

- Celem badania było wykrycie zespołu metabolicznego pracowników KGHM - mówi Zbigniew Szpich, ordynator oddziału chorób wewnętrznych Miedziowego Cen­trum Zdrowia - Spośród 409 przebada­nych pracowników, 12 proc. stanowili pra­cownicy administracyjni, resztę - zatrud­nieni w ciągu technologicznym.

Z naszych badań wynika, że około 21 proc. osób ma zespół metaboliczny. Zespół taki to prosta droga do miażdżycy, szcze­gólnie choroby niedokrwiennej serca i udarów mózgu. To dużo... Cały czas Polska jest w czołówce światowej nadumieralności mężczyzn z powodu choroby niedokrwien­nej. Zespół metaboliczny jest początkiem złej kaskady, która doprowadza do niebez­piecznych sytuacji.

Oto szczegółowe wyniki badania lubiń­skich górników i hutników.

BMI - wskaźnik masy ciała. Prawidłową masę ciała ma 23 proc. badanych pracowni­ków, nadwagę - 52 proc. a 25 proc. - otyłość. Prawidłowy obwód pasa miało 45 proc. ba­danych. Z kolei prawidłowe ciśnienie - do 135 mm miało 53 proc. badanych, pierwszy stopień nadciśnienia (między 135 a 160 mm) - 45 proc, drugi stopień - 2 proc.

Prawidłowy poziom złego cholesterolu LDL miało 65 proc. badanych. Badaczy nie­pokoi poziom dobrego cholesterolu HDL - stwierdzony tylko u 85 proc. badanych. Ta sytuacja świadczy, że ludzie nie uprawiają sportu. HDL rośnie, kiedy ludzie są aktyw­ni. Zbadaliśmy też ten cholesterol jako pro­cent w puli. Taką linią rozdziału jest tu 20 proc. Jeśli ktoś ma tyle lub więcej to jest do­brze, jeżeli mniej - to jest źle. Tutaj prawi­dłową wartość stwierdziliśmy tylko u 18 proc. pracowników. Prawidłowy poziom trójglicerydów miało 69 proc. badanych.

I ostatni parametr to poziom glukozy. Poziom normalny to 3,6 - 6,1 mmol/l. Pra­widłową wartość glukozy posiada 79 proc. badanych, natomiast zbyt duże stężenie cukru wystąpiło u 21 proc. badanej popula­cji. To potencjalni cukrzycy, którzy muszą zwrócić uwagę na swój stan zdrowia.

PIERWSZE WNIOSKI

Te wyniki pozwalają na pewne wnioski i uogólnienia dotyczące zdrowia miedziowej załogi. Założeniem badań był wybór pracowników, którzy mają poczucie zdrowia. Okazuje się, że to zdrowie w ich mniemaniu nie jest do końca prawidłowe. Bo wyższy poziom cholesterolu nie boli, nieznacznie podniesiony poziom cukru też nie daje dolegliwości, a jak daje, to już jest trochę za późno.

- Zespól metaboliczny prowadzi szybko do dużych konsekwencji - mówi ordynator Zbigniew Szpich. - Na tysiąc ludzi z zespo­łem - 700 w ciągu 8 lat zachoruje na choro­bę niedokrwienną serca, a 60 proc. z tej gru­py - dostanie zawału. To jest statystyka po­brana z literatury naukowej i znana z ba­dań amerykańskich. Natomiast określili­śmy w tej grupie badanej procent ludzi z ze­społem metabolicznym. Każdy z badanych dostał na piśmie, jak prowadzić dietę, jakie ma zagrożenia i jak należy z nimi walczyć.

- Z obszaru endokrynologii płyną ważne wnioski - twierdzi Joanna Stankiewicz-Ol­czyk. - Stwierdziliśmy wiele przypadków nieodkrytego dotąd zespołu metaboliczne­go. Jest duże pole do popisu w poradniach endokrynologicznych - ja taką poradnię prowadzę w Miedziowym Centrum Zdro­wia. Na pewno ci pacjenci powinni się ze mną skonsultować, a następnie powinni być objęci opieką przychodni.

Kiedy ogłosiliśmy wyniki badania, chło­paki po prostu się wystraszyli - dodaje le­karka - Pytają, co zrobić z podwyższonymi trójglicerydami, jak się to przekłada na stan zdrowia i czy sarni mogą sobie pomóc. W pewnym sensie cel naszego badania zo­stał w ten sposób zrealizowany, bowiem za­interesowaliśmy załogę stanem zdrowia Dyrektorzy ds. pracowniczych też się pro­blemem zainteresowali. Chcą mieć wydru­ki z badań, żeby przeanalizować sytuację i podjąć działania, które mogą poprawić stan zdrowia ich pracowników. Płyną proś­bo szersze prezentacje badań dla pracow­ników, którzy nie byli objęci badaniem. Po­twierdza to, że profilaktyki u nas ciągle jest za mało. Nasz region należy do najlepszych pod względem rozpoznania bowiem górni­cy są badani co rok. Z kolei MCZ jest spół­ką KGHM, zatem takie badanie jest prost­sze do zrealizowania.

Czy te wyniki badań w jakiś sposób ukie­runkują działalność MCZ? Z pewnością tak - potwierdza Joanna Stankiewicz-Olczyk. - Badanie to jest korzystnym doświadcze­niem i dla mnie. Będę częściej zwracała uwagę na zagrożenia, jakie niesie np. oty­łość. Walka z nią to jedna z najtrudniejszych rzeczy w medycynie.

WYMOWA ZŁOTÓWEK

- Czy nasza praca przyniesie jakiś sku­tek, będziemy wiedzieć dopiero za 2-3 lata - mówi ordynator Zbigniew Szpich - kiedy tę samą grupę zbadamy jeszcze raz. Da nam to informację, czy nasz tok myślenia i tok uczenia tych ludzi zdrowego stylu ży­cia zdał egzamin. Wobec kryzysu finanso­wego w polskiej służbie zdrowia te działa­nia będą tańsze. Zrobiliśmy pewne przy­miarki finansowe. Jeżeli byśmy uzyskali tyl­ko jeden element - niepalenia przez bada­nych, to po 6 latach liczba incydentów ostrej choroby niewydolności wieńcowej spadnie o 22 proc. Zaoszczędzilibyśmy siedmiokrotność kwoty 80 tys. wydanej na badania. Mówię tu o pieniądzach, ale trze­ba wspomnieć i o tragedii ludzkiej, bowiem część osób umrze z powodu zawału serca.

Na początku badania załoga miała pew­ne obawy, bowiem badaliśmy geny, czy przypadkiem nie typujemy osoby do zwol­nienia z pracy. Wówczas publicznie do gór­ników powiedzieliśmy, że na żadnym szcze­blu w kombinacie, a szefem wówczas był prezes Wiktor Błądek, od momentu dobo­ru losowego tych ludzi nikt nie ucierpi z po­wodu badań. Cel bowiem był zupełnie od­wrotny, żeby ci ludzie poprzez zmianę stylu życia - który jest decydujący, bo w zespole metabolicznym geny są mniej ważne - byli jak najdłużej zdrowi i produktywni. Bo je­żeli ktoś ma zbyt mały poziom dobrego cholesterolu, to jest on zdolny do pracy, ba, należałoby go wręcz wysłać do ciężkiej pra­cy, bowiem ta podnosi poziom HDL. Wyła­panie tego elementu pokazuje, że jest to składowa elementu metabolicznego, a nie że ten człowiek jest chory i że należy wyeli­minować go z pracy. Chcemy natomiast wyłapać grupę zagrożonych, żeby im po­wiedzieć, jak mają pracować do emerytury - podkreśla ordynator.

Jeszcze raz powtarzam - podkreśla or­dynator - profilaktyka opłaca się. Jedno ba­danie koronorograficzne z wprowadzenia stendu do naczynia kosztuje 12,7 tys. zł. Tu przypomnę, na te badania przeznaczono 80 tys. zł. Gdy tylko część z osób zagrożonych podejmie skuteczną walkę z zespołem, oszczędności na wydatkach w ratowaniu zdrowia będą wielokrotnie większe.

WNIOSKI DLA MEDYCYNY

Osiągnięty przez nas rezultat jest stymu­latorem, aby takie badania prowadzić - podkreśla prof. Andrzej Milewicz - Badania okresowe w zakładach pracy ukierunkowa­ne są na coś zupełnie innego. One nie wy­chwytują często czynników ryzyka chorób układu krążenia. W związku z tym należało­by razem z lekarzami medycyny pracy za­stanowić się nad innym ujęciem badań okresowych, ze zwróceniem uwagi na naj­częstsze zagrożenia chorobami układu krą­żenia, niezależnie od badania zagrożeń ty­powych dla danego zakładu pracy. Stąd płynęłyby sygnały do rozpoczęcia ewentu­alnej prewencji i informowania tych ludzi, co mają robić, żeby u nich nie doszło do poważniejszych zaburzeń i by mogli szybko wrócić do normalności.

W czerwcu Miedziowe Centrum Zdro­wia otrzymało angiograf wartości 4,5mln zł - w całości sfinansowany przez Polską Miedź. Angiograf to urządzenie kosztowne i żaden szpital nie jest w stanie kupić go so­bie za pieniądze z NFZ. Wcześniej, wiosną Polska Miedź w całości sfinansowała zakup tomografu wartości 5,4 mln złotych.

W zagłębiu miedziowym występują po­dobne problemy, jak w całym kraju, istnieje nadumieralność mężczyzn, spowodowana głównie chorobami serca. Dzięki angiografowi badanie komputerowe będzie uzupeł­niane badaniem całej diagnostyki serca. Współpraca zaczyna się nam układać w jedną całość - podkreślał w rozmowie z „Trybuną” dr Marian Kołodziej, kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej w MCZ SA w Lubinie. W naszym zakładzie będzie­my prowadzić wstępne badania serca, póź­niej pacjenta przejmą od nas kardiolodzy.

Leczenie przy udziale kardiologii inwa­zyjnej to złoty standard do leczenie ostrych incydentów wieńcowych - pod­kreśla ordynator Zbigniew Szpich. Nie ma w tej chwili bardziej nowoczesnej metody leczenia jak hemodynamika, do której po­trzebny jest właśnie angiograf. Mam na myśli przypadki zatkania naczynia wieńcowego i wprowadzenia cewnika oraz usu­wanie krytycznych zwężeń. Dzięki temu śmiertelność z powodu zawału serca spa­dla do 1,5 proc. Mówię tutaj o śmiertelno­ści szpitalnej i poszpitalnej, bo, niestety, jest jeszcze olbrzymi procent zgonów przedszpitatnych - na ulicy czy w domu. I w naszych badaniach zespołu metabolicznego chodzi nam o te grupę ludzi. W Polsce umiera młodych mężczyzn z po­wodu zawałów więcej o 90 proc. niż śred­nia europejską więcej o 170 proc. niż w Hiszpanii. To są szokujące wielkości.

Zakład Diagnostyki Obrazowej Szpitala MCZ SA w Lubinie jest ośrodkiem referen­cyjnym ministra zdrowia jednym z dwóch, poza Wrocławiem, na Dolnym Śląska po­siadającym prawo specjalizacji lekarzy w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazo­wej. Rocznie z usług MCZ korzysta 60 tys. osób. W roku 2004 MCZ zajął 6 miejsce w rankingu Szpitali „Rzeczpospolitej” w kategorii szpitali niepublicznych.

MIECZYSŁAW WODZICKI

 

 

wstecz   na górę